By ludzie chcieli wracać …
01.03.10
Wypowiedzi ekspertów po I etapie badania w ramach projektu „Powrót do domu”:
Dzisiaj obserwujemy nowy typ emigracji mającej charakter emigracji poakcesyjnej. Jest on bardzo widoczny, bo zniesiono restrykcje w dostępie do rynków pracy. Jeszcze w pełni nie zostało to nazwane i określone, choć badacze nieśmiało zaczynają tę emigrację określać jako emigrację płynną. Ta płynność polega na takiej intencjonalnej nieprzewidywalności i to było zwłaszcza widoczne na Wyspach Brytyjskich, kiedy te rzesze młodych ludzi, choć nie tylko młodych, migrowały bez skonkretyzowanych planów. Jak będzie praca, to będę tam, a jak nie będzie pracy, to wyjadę do innego kraju albo wrócę do Polski.
Migracji powrotnych nie da się liczbowo określić. Można powiedzieć, że na pewno jest skłonność do skracania pobytu tam na rzecz przebywania tu, taka migracja półpowrotna.
Z tymi powrotami to jest tak, że mamy mało informacji. Brak jest statystyk, gdyż nie można do końca ich zidentyfikować. Nie jesteśmy w stanie rozróżnić co to znaczy powrót. Nie jest to proste. Są ludzie, którzy po prostu funkcjonują w dwóch światach: przyjeżdżają, pobędą tu, a później wracają tam.
Wśród powracających chyba przeważają ci, którym się nie udało.
Jest na pewno taka grupa (liczbowo nie jest duża, ale jakościowo jest ważna): ludziom udało się zdobyć pieniądze i próbują powrócić. Wielokrotnie jest tak, że są osoby, które zachowują tam pracę, ale inwestują na miejscu.
Pojawił się na szeroką skalę rodzaj zawieszenia: wiele osób lokuje się gdzieś pomiędzy dwoma krajami. Są osoby, które nie zdążyły zakorzenić się w dorosłym życiu tutaj, ale też nie są zakorzenione tam. To istotna zmiana – bowiem do 2004 roku były osoby, które się nie zakorzeniały tam, ale za to starały się zachowywać tu sieć społecznych powiązań. Wydaje mi się, że jest dominująca grupa tych osób, dla których powrót jest porażką, klęską […] Natomiast ci, którym migracja przyniosła nowe kwalifikacje, zdolności, to jeśli powracają to poza region, z którego wyjechali, gdzieś w inne miejsce w Polsce: Warszawa, Gdańsk, Poznań.
Migrant powrotny, teraz jest takie przekonanie, wrócił, to znaczy, że mu się nie udało. Oni mają taki problem, że nie można się przyznać do porażki. Jak wraca to tak jest. Natomiast to, co zaobserwowałam, to też porażka w adaptacji do rynku pracy po powrocie. O czym się w ogóle nie mówi. Powrót nie powinien być odbierany, że wrócił, bo mu się nie udało. Ktoś może być patriotą, może mieć problem ze starszymi rodzicami, z dziewczyną. Albo po prostu chce, bo nie ma potrzeby tam naprawdę godzić się na wszystko na co muszą się godzić, nie jest różowo. Wracają pełni nadziei i mają problem z adaptacją do lokalnego rynku. Jest kolejny wyjazd z powodu porażki po powrocie. Taka ucieczka, kolejna pułapka.
Trzecia sprawa, sąsiedzi i członkowie rodziny są strasznie zazdrośni o te możliwości, pieniądze. To problem psychologiczny.
Region [warmińsko-mazurskie] ma swoją specyfikę […] Na pewno każde pogranicze jest zupełnie innym laboratorium niż centrum, ta wymiana przygraniczna jest.
[…]. Przez cały okres transformacji systemowej do dzisiaj jest to region o jednej z wyższych stóp bezrobocia
i bardzo trudno jest pewien poziom przekroczyć w sensie uaktywnienia tej populacji, która tam funkcjonuje, bo oni są bierni zawodowo; albo pracują w szarej strefie, albo czerpią na przykład zyski z granicy.
To jest też takie województwo, gdzie nie ma takich stabilnych więzi rodzinnych jak na Podlasiu. Istnieje nieufność wobec sąsiadów, otoczenia. To się przełożyło na to, że nie powstały takie sieci powiązań, jak
w regionach o dużych tradycjach migracyjnych.
Będzie coraz większy odpływ, cały czas stabilny, z każdego rocznika absolwentów szkół. Powroty może nie do województwa warmińsko-mazurskiego, ale do innych rejonów Polski, do większych miast, w tym kierunku to pójdzie.
[…] biorąc pod uwagę w ogóle problemy regionu i sytuację na rynku pracy, to te powroty będą mniejsze jak w innych regionach. Co jest charakterystyczne i widać to że w tym regionie ludzie zaczynają wracać do typu migracji sezonowej, odchodzą od tej migracji średnio czy długookresowej.
Co powinno się stać by ludzie chcieli wracać do Giżycka? Po pierwsze przestrzeń społeczna miast i wsi […] Nie mają rynku pracy, oferty kulturalnej i tak dalej. Ale i nie dają wiele w zamian […] I wyzwaniem dla Polski jest to, by przekształcić dużą część terenów wiejskich obecnych w obszary niemiejskie, takie co będą atrakcyjne dla osób co cenią sobie spokój bardziej, niż hałas w Warszawie, co cenią sobie naturę bardziej niż zatłoczone ulice i tak dalej. Dla mnie Mazury to mają potężny potencjał.



